This is the "Husarz" cover by Michał "misiek" Wierzbiński
Z nudów postanowiłem wskrzesić Husarza:
Blask ostrza... krople krwi... gruchot łamanych przez ostrze kości... upadek ciała w kałużę.
Uchetałem kolejnego pachołka ZSRR, chociaż mogłem go zabrać do swojego motelu i go po torturować tak jak UB-ecy mojego dziadka w 1956 roku, a zwłoki podrzucić do masarni.- uśmiechnąłem się do własnych myśli. Szybko oddaliłem się z miejsca zbrodni i udałem się do zapyziałego motelu na skraju szarego i brudnego miasta.
Motel prezentował się nie najlepiej, rząd baraków z doprowadzonymi rurami z zimną wodą i gazem. Z prądu wolałem nie korzystać jeszcze by mnie przysmażyło, a ja nienawidzę zapachu spalonego białka.
Dobrze, że przed wyjściem na akcję wyciąłem sobie kopie z blaszanej puszk, nie będę musiał przekradać się przez recepcję. W końcu po 30 minutach spędzonych w błocie przez głupiego ciecia który wyszedł na fajkę dotarłem do swojego "pokoju". Zegar wskazywał 3 rano, muszę się wyspać przed jutrzejszą podróżą do Warszawy.
***
- Chłopaki odbezpieczcie broń, nie będzie łatwo możemy zginąć, nie wszyscy ale ktoś na pewno zginie. Ten Husarz jest niebezpieczny słyszałem że za pomocą puszki po polo-kokcie uciekł z izolatki w wariatkowie. Facet jest nie obliczalny to wróg narodu i partii nr 1.- wytłumaczył dowódca akcji major Gret.
- Obywatelu majorze, jeśli on jest taki nie bezpieczny to może odpuśćmy sobie akcję i wezwijmy wojsko?
- Kapralu Grzeszczak czy wy się boicie?
- Nie obywatelu majorze!
- No mam nadzieję. Chłopy jesteście gotowi? Pora wyrwać chwasta.
"Uważaj bo sobie naplewisz" -pomyślał i odbezpieczył Glocka.
***
Schowałem się obok drzwi, aby podczas otwierania ich zostać nie zauważonym. Nagle klamka uderzyła mnie w udo trafiając w nerw. Odruchowo kopnąłem drzwi i grupka milicjantów przewróciła się. Wystrzeliłem kilka strzałów, milicjanci jęczeli z bólu, ale ja im nie kazałem się włamywać i mnie budzić, musiałem się wydostać. Wśliznąłem się do szafy,. by nie zostać postrzelonym. Dokładnie według mojego przeczucia z drzwi wystrzeliła masa drzazg i kawałków sklejki. Szła II fala. Przygotowałem się do kontrataku połączonego z przedarciem się na zewnątrz domu. Silnym kopniakiem wywaliłem sklejkowe drzwi na agentów SB po czym ich staranowałem. Wybiegłem na zewnątrz, nagle me oczy poraził blask halogenowych lamp. Kurwa to zasadzka, zacząłem strzelać na oślep- nie trafiłem w nic. Poczułem krew w ustach, dostałem w płuco, charakterystyczny charkot płuca topiącego się we własnej krwi. Dostałem w udo i upadłem na kolana, ktoś wypruł we mnie serię z Kałasznikowa. Upadłem na ziemię "To koniec, nie udało mi się" pomyślałem.
***
Zerwałem się z łóżka. Matko co za sen. Kończę z książkami tego pojeba Nautheris'a jednego.